Większość mieszkańców spółdzielni nigdy o nim nie słyszała. A to właśnie audyt finansowo-śledczy — nie lustracja, nie biegły rewident — ujawnił zniknięcie co najmniej 23 milionów złotych w jednej z warszawskich spółdzielni. Czym jest, jak działa i dlaczego niektórym tak bardzo zależy, żebyś o nim nie wiedział?
Audyt finansowo-śledczy — narzędzie, które odróżnia prawdziwą kontrolę od jej pozorów.
Zarządy chętnie machają przed mieszkańcami pozytywnymi opiniami biegłych rewidentów i protokołami lustracji. Wyglądają imponująco, mają dziesiątki stron i brzmią mądrze na Walnym Zgromadzeniu.
Problem w tym, że biegły rewident sprawdza, czy liczby w sprawozdaniu zgadzają się z zapisami w księgach. Lustrator ocenia, czy procedury są zachowane. Żaden z nich nie zadaje najważniejszego pytania: czy te procedury nie zostały stworzone właśnie po to, żeby coś ukryć?
Jest jednak narzędzie, które sprawia, że skostniałe układy rozbiegają się jak karaluchy po zapaleniu światła: audyt finansowo-śledczy.
W odróżnieniu od standardowej lustracji, audyt śledczy nie pyta „czy dokumenty są w porządku?". Pyta: „czy dokumenty nie zostały spreparowane właśnie po to, żeby wyglądały na porządne?"
Nie musimy spekulować o tym, co może się stać, gdy Rada Nadzorcza przestaje realnie kontrolować Zarząd. Przykłady mamy z niedawnej przeszłości — i to z Polski.
W SM „Koło" przez lata standardowe lustracje wychodziły wzorowo. Dopiero niezależna Rada Nadzorcza i audyt śledczy wykonany przez firmę Fraud Control z Warszawy ujawniły zniknięcie co najmniej 23 milionów złotych. Wykryto m.in. podwójną sprzedaż mieszkań oraz sprzedaż działki, z której zamiast 22 mln zł do spółdzielni trafiły zaledwie 3 mln zł. Nowy zarząd przekazał twarde dowody do prokuratury.
W Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej niezależni spółdzielcy po zmianie Zarządu natychmiast zlecili prześwietlenie pięciu lat przetargów w procedurze audytu finansowo-śledczego — bo wiedzieli, że zwykła lustracja tego nie zrobi. Na wyniki tego audytu z niecierpliwością czekamy. Jest w toku.
Na instytucje można czekać latami i przy okazji osiwieć. Jedyna realna droga prowadzi przez Walne Zgromadzenie i kartę do głosowania.
Niezależna Rada Nadzorcza może zażądać odpowiedzi na pytania, których skostniałe towarzystwo wzajemnej adoracji nigdy by nie zadało — i jeśli audyt wykaże nieprawidłowości, przekazać sprawę tam, gdzie powinna trafić.
Pamiętaj: ostateczny rachunek za każdą złą umowę i każdą nieprawidłowo wydaną złotówkę ląduje na Twoim stole — w postaci wyższego czynszu i rosnących stawek funduszu remontowego. Historia SM „Koło" i WSM pokazuje, że nawet wieloletnie, skostniałe układy można prześwietlić, gdy wystarczy ludzi, którym chce się wziąć sprawy w swoje ręce. Kontakt →